sobota, 25 kwietnia 2015

NUMER V





- No i co narobiłeś? - warknęłam w stronę chłopaka.

- Ja? To ty mogłabyś uważać jak chodzisz - powiedział. Przyjrzałam mu się dokładniej. Był wysoki, opalony i umięśniony. Miał czarne włosy i oczy tego samego koloru. Wyglądał jak bóg, a ten jego uśmiech... Chwila! Przecież on właśnie na mnie wpadł przez niego dopiero co zakupione jajka leżą rozbite na ziemi.

- Więc to moja wina? - wkurzyłeś mnie koleś - powiedziałam w myślach.

- A kogo?

- Dupek - rzuciłam, kipiąc ze złości. Podniosłam koszyk z rozbitymi jajkami z ziemi - I co mam teraz z tym zrobić? - spytałam.

- Jajecznicę? - powiedział uśmiechając się szeroko.

- Bardzo śmieszne - zerknęłam w woreczek na monety, ale był pusty. No zajebiście, i co teraz? - Co ja powiem Richelle - rzuciłam cicho - Może powiem, że jakiś idiota wpadł na mnie i rozbił wszystkie jajka? - dodałam głośniej.

- Wypraszam sobie - oburzył się chłopak, choć widać było, że powstrzymuje się by się nie uśmiechnąć.

- Jesteś najbardziej irytującą osobą jaką w życiu spotkałam - wysyczałam.

- Spokojnie, bez nerwów - powiedział unosząc ręce w obronnym geście - Nie chciałem cię zdenerwować.

- Ale jednak to zrobiłeś, więc daruj sobie.

- Słuchaj, odkupię ci te jajka - kiwnął głową w stronę sprzedawcy, a ten podał mu pełen koszyk. Chłopak zapłacił mężczyźnie po czym spojrzał na mnie - Proszę - podał mi koszyk z jajkami - I nie gniewaj się już na mnie - zrobił minę biednego szczeniaczka. Jednak ja byłam tak wkurzona, że to na mnie nie działało - Jestem Daniel, a ty?

- Przykro mi, ale się nie dowiesz - rzuciłam i zaczęłam iść w kierunku wyjścia z zamku. Ri na pewno jest już nieźle wkurzona, że nie wracam tak długo.

- Ej, zaczekaj! - krzyknął za mną chłopak - Spotkamy się jeszcze? - nic nie odpowiedziałam tylko szłam dalej. Gdy wreszcie stanęłam obok Ri ona spytała.

- Co tak długo? - podałam jej koszyk, a sama wzięłam worek.

- Wystąpiły małe komplikacje, ale dałam radę.

- Wracajmy do domu, przed nami sporo pracy - powiedziała.

     Gdy wracałyśmy do domu czekało na nas sprzątanie, gotowanie obiadu, pranie itd. Pod koniec dnia padłam wyczerpana na krzesło.

- Chcesz herbaty? - spytała Ri.

- Jasne - rzuciłam. Usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Spojrzałam na Richelle marszcząc brwi. Dziewczyna podeszła i otworzyła.

- Hej Kristen - rzuciła Ri - Dobrze, że przyszłaś, właśnie robiłam herbatę.

- Ja to wiem kiedy przyjść - zaśmiała się i weszła do środka.

- Cześć Crystal - zwróciła się do mnie.

- Cześć - odpowiedziałam. Kristen usiadła obok mnie  przy stole. Po chwili Ri postawiła przed nami parujące kubki.

- Skąd wiedziałaś, że pochodzę, ze świata ludzi? - zapytałam wreszcie. To pytanie zaprzątało mi głowę przez cały dzień.

- No cóż. To widać, a przynajmniej ja to widzę, bo również żyłam w świecie ludzi - wyjaśniła.

- Naprawdę? - spytałam.

- Tak. Wychowałam się tam, lecz gdy miałam dziesięć lat znalazłam przejście do tego świata i oto jestem. Przygarnęła mnie pewna rodzina, która nie mogła mieć dzieci. Obije są wojownikami tak jak ja, to dlatego mnie zatrzymali. Zamieszkałam z nimi. Nauczyli mnie wszystkiego. Zaczęłam chodzić do szkoły, gdzie uczą wojowników...

- Kristen jest najlepszym wojownikiem jakiego znam - powiedziała dumnie Ri.

- Bez przesady - rzuciła Kristen.

- Przenieśli ją do szkoły dla najbardziej uzdolnionych wojowników - dodała Richelle.

Miesiąc później


- Dziewczyny! - krzyknęła Amanda podbiegając do nas. Ja, Richelle i Kristen spojrzałyśmy na nią zaciekawione. Przez ten miesiąc dużo się zmieniło. Zaprzyjaźniłam się z dziewczynami i świetnie się tu czułam. Rodzice Ri bardzo mnie polubili. byłam już innym "człowiekiem", a właściwie elfem. Kristen postanowiła, że nauczy mnie walczyć i w sumie szło mi całkiem nieźle. Richelle za to uczy mnie strzelać z łuku, a natomiast Amanda jeździć konno. Czułam, że jestem w końcu szczęśliwa.

- O co chodzi Am? - spytałam.

- Król Samarell organizuje bal, z okazji urodzin swoich synów i zaproszone są wszystkie elfy.

- Bal? Serio? Jak ja dawno nie byłam na balu - zamyśliła się Richelle - Ostatni raz rok temu - ucichła na chwilę - Ale ja nie mam się w co ubrać! - krzyknęła.

- Spokojnie - uspokoiła ją Amanda - Bal dopiero za dwa tygodnie.

- Nigdy nie byłam na balu - powiedziałam.

- Serio? - spytały wszystkie jednocześnie, kiwnęłam głową.

- A umiesz tańczyć? - zapytała Kristen.

- Na pewno nie umie naszego tańca, nie bądź głupia. Ty też go na początku nie umiałaś - powiedziała Ri.

- Taniec? - lekko spanikowałam - Wiecie, raczej nie pójdę na ten bal.

- Bo nie umiesz tańczyć? Nie bądź śmieszna. Każdy elf ma taniec we krwi. Zobaczysz, gdy tylko usłyszysz te piękne dźwięki płynące z instrumentów. Muzyka sama cię poneisie - rzuciła Am.

- Ok, mamy dwa tygodnie by nauczyć Crystal naszego tańca i znaleźć jakieś wystrzałowe suknie, które powalą wszystkich na kolana - powiedziała Richelle.

        Okazało się, że nauczenie się tego tańca nie było takie trudne jak się wydawało. Zawsze byłam kiepską tancerką, a teraz? Sama byłam w szoku. Dziewczyny miały rację, że gdy usłyszę muzykę wszystko stanie się proste. Jak dobrze być elfem. Gdy nadszedł dzień balu wszyscy chodzili nieco poddenerwowani, a w szczególności Richelle, która była kłębkiem nerwów. Od dwóch tygodni chodziła podekscytowana, a dziś? Słońce chyliło się ku zachodowi, a niebo przybrało różowo-czerwoną barwę. Siedziałam na ławeczce i wpatrywałam się w niebo słuchając śpiewu ptaków.

- Crystal! - usłyszałam krzyk zdenerwowanej Ri. Westchnęłam i spojrzałam w jej stronę. Stała niedaleko mnie i patrzyła na mnie groźnie - Na co ty czekasz? Chodź, musimy się przygotować na bal.

- Zaraz przyjdę - odpowiedziałam.

- Nie zaraz tylko teraz. Nie mamy zbyt wiele czasu - wstałam i poszłam za dziewczyną w stronę domu. Gdy znalazłyśmy się w naszym pokoju. Ri zamknęła drzwi na klucz i spojrzała na mnie uśmiechając się dziwnie.

- Przerażasz mnie - powiedziałam siadając na łóżku. Richelle natomiast podeszła do szafy i wyjęła z niej dwie suknie.

- Najpierw zajmiemy się tobą - powiedziała i podała mi jedną z sukien - Ubierz się, jestem pewna, że będziesz wyglądać przepięknie - szybko zdjęłam swoje dotychczasowe ubranie i założyłam kupioną przez przyjaciółkę suknię. Pasowała na mnie idealnie, jakby była uszyta specjalnie dla mnie. Była ona czerwona, bez rękawów, w tali przepasana białymi koralikami. Górna część sukni była z koronki i gdzieniegdzie znajdowały się koraliki. Natomiast dolna część sukni była z bardzo miękkiego materiału - Ri uśmiechnęła się do siebie - Teraz włosy! - krzyknęła i klasnęła w dłonie. Moje długie, ciemne włosy lekko pokręciła i zabrała się za makijaż. Który wyszedł jej fenomenalnie, wyglądałam jak inna dziewczyna. Nie wiem jakim cudem Richelle sama zdążyła się wyszykować. Wyglądała przepięknie. Miała na sobie długą, beżową suknię, a włosy upięła wysoko wypuszczając tylko kosmyki. Gdy wyszłyśmy z domu było już ciemno. Z daleka widać było oświetlony zamek, a na niebie widniała pełnia księżyca. Po drodze wstąpiłyśmy po Amandę i Kristen oraz jej przystojnego przyrodniego brata Kris'a. Widziałam go po raz pierwszy, bo dopiero co wrócił ze szkolenia. Był on wojownikiem zupełnie jak Kristen. Miał krótkie brązowe włosy, lekki zarost oraz niebieskie oczy. Przez świąteczną koszulę widać było jego umięśnione ciało. Razem ruszyliśmy dróżką oświetloną jedynie pełnią. Po około dziesięciu minutach byliśmy już przed bramą. Weszliśmy przez ogromne drzwi do zamku. Było tu bardzo tłoczno, każdy z zebranych miał na sobie stroje wieczorowe. Pomieszczenie oświetlały różnego rodzaju lampy, a w tle leciała muzyka. Nagle wszytko ucichło i rozbrzmiał męski głos.

- Witam wszystkich zebranych. Bardzo się cieszę, że tyle osób przyszło na bal z okazji urodzin moich synów. Życzę wszystkim udanej zabawy.

         Przeszliśmy razem w stronę stoliku z napojami. Wzięłam jeden z kielichów i wypiłam całą jego zawartość w mgnieniu oka.

- Spokojnie - powiedział Kris uśmiechając się szeroko - Jeśli będziesz tak piła to będziemy musieli cię stąd wynosić.

- Własnie - odezwała się Ri - Kris ma całkowitą rację.

- Spokojnie - zapewniłam ich - Nic mi nie będzie.

- Zobaczymy - dodał pod nosem Kris.

          Gdy Ri z Kris'em odwrócili się w stronę bawiących się osób. Sięgnęłam po następnego kielicha i wypiłam szybko zanim się ktoś zorientuje. No tak tylko akurat musiałam udać się do łazienki, a nie wiedziałam, gdzie ona dokładnie się znajduje. Chciałam się spytać Ri, ale nie było ani jej ani Kris'a. Zaklęłam w myślach i ruszyłam w jakimś nieznanym mi kierunku. Postanowiłam sama znaleźć drogę, chociaż może to być trudne w tak dużym zamku. Przepychałam się między ludźmi czasem rozpychając się łokciami. Weszłam w jakiś korytarz i zaczęłam szybko iść, w sumie to można powiedzieć, że już biegłam. Widziałam, że za kilka metrów jest skręt w prawo. Skręciłam i bum, zderzyłam się z czymś miękkim. Podniosłam głowę i ujrzałam.... 
  




sobota, 3 stycznia 2015

NUMER IV





         Pokój Richelle wyglądał naprawdę ładnie. Stało tu ogromne łóżko, drewniane biurko i szafa. Na szafce nocnej stała świeca, a na podłodze leżał dywan. Było tu trochę ciemno, zwłaszcza, że zbliżała się noc, więc Ri podeszła i zapaliła świecę, która rozświetliła wnętrze pokoju.

- No cóż, będziemy musiały spać na jednym łóżku - powiedziała Ri - Chyba, że wolisz na podłodze?

- Możemy spać razem, nie przeszkadza mi to - wyjaśniłam.

- Dobrze - podeszła do szafy i wyjęła z niej koszulę nocną - To dla ciebie - podała mi ją.

- Dzięki - rzuciłam uśmiechając się do niej.

         Po kolacji, która minęła bardzo szybko, ja i Ri wróciłyśmy do pokoju i zaczęłyśmy przygotowania do snu. Gdy Ri przebierała się w koszulę nocną zauważyłam u niej na karku, podobny tatuaż jak u mnie tylko trochę się różnił. Jej był mniejszy i miał mniej szczegółów.

- Ri? - zaczęłam.

- Hm?

- Skąd masz ten tatuaż na karku? - zapytałam. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie jak na wariatkę.

- Jak to skąd, eh no dobrze wszystko ci wyjaśnię. W świecie elfów, istnieje sześć różnych tatuaży. Są: łucznicy, włócznicy, jeźdźcy, straż morska, ród królewski i wojownicy. Każda rodzina ma swój tatuaż. Tak jak ja i moi rodzice. My jesteśmy łucznikami. Nie mogę zostać kimś innym, ponieważ nasza rodzina od pokoleń zajmuje się łucznictwem. I w przyszłości będę musiała wyjść za mężczyznę, który również jest łucznikiem. To wszystko jest strasznie pogmatwane - westchnęła Ri i usiadła obok mnie na łóżku. Naprawdę polubiłam tą dziewczynę. Choć znałam ją dopiero kilka godzin. Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić - A ty jaki masz tatuaż? - zapytała Ri patrząc z ciekawością. Wzięłam włosy do przodu i odchyliłam głowę tak by dobrze widziała mój kark.

- Łał - powiedziała nagle.

- O co chodzi? - spytałam zaciekawiona. Czy coś było nie tak?

- Twój tatuaż. Nigdy takiego nie widziałam. Nawet w książkach. Kim ty jesteś? - spytała.

- Nie mam pojęcia Ri, nie mam pojęcia.

- Nie mówmy o tym moim rodzicom, dobrze? - ta prośba naprawdę mnie zdziwiła. Spojrzałam w jej czarne oczy i kiwnęłam głową - Chodźmy spać, jutro czeka nas pracowity dzień - wyjaśniła ziewając.

- Dobrze - odpowiedziałam. Położyłyśmy się  na łóżku. Ja spałam przy oknie, a Ri z brzegu. Gdy dziewczyna zasnęła, ja patrzyłam przez okno na piękną pełnię księżyca. Ciekawe co zrobiła moja matka, gdy przeczytała zostawiony przeze mnie list. Czy zadzwoniła na policję, albo olała to. W tym momencie nie tęskniłam za mamą tylko za tatą. Oddałabym wszystko by tylko znów żył. Usłyszałam odległe wycie lecz zignorowałam to i zamknęłam oczy pogrążając się w krainie snów.

           Poczułam, że ktoś mną potrząsa. Uniosłam lekko powieki i zobaczyłam stojącą przede mną Richelle i próbującą mnie obudzić.

- Crystal! - krzyknęła - Wstawaj! Nie mamy zbyt dużo czasu - uniosłam się na łokciach i spojrzałam na ubraną już dziewczynę.

- Która jest godzina? - zapytałam półprzytomna.

- Nie wiem, chyba przed szóstą - odpowiedziała. Co? Jak można wstawać tak wcześnie.

- Co będziemy robić o tak wczesnej porze - spytałam ziewając.

- Eh, musimy dziś iść na targ, posprzątać dom, iść do lasu na polowanie, ugotować obiad, zrobić pranie i wiele innych rzeczy, a dzień taki krótki - wyjaśniła Ri, a ja westchnęłam i znów opadłam na poduszkę. Dziewczyna cicho się zaśmiała i powiedziała

- Ubierz się, za chwilę wychodzimy do lasu - rzuciła mi ubrania - Tylko się pospiesz, nie mamy całego dnia - dodała i wyszła z pokoju.

         Jęknęłam cicho . Wzięłam leżące obok mnie ubrania i szybko się ubrałam. Miałam na sobie długą czarną, skórzaną suknię z długim rękawem i  z kapturem, rozdartą w kilku miejscach, tak by można było się lepiej poruszać, do tego również czarne, skórzane spodnie i czarne kozaki. Nie było tu lustra, więc nie mogłam się przejrzeć, ale na pewno wyglądałam dziwnie. Gdy byłam już gotowa wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni, salonu i jadalni w jednym. Kiedy weszłam wszystkie pary oczu skierowały się w moją stronę.

- Wyglądasz bardzo ładnie - podsumowała Ri.

- Dzięki - rzuciłam i uśmiechnęłam się do niej szeroko.

- Wszyscy gotowi? - zapytał pan Browansold. Każdy pokiwał głową - W takim razie ruszamy - dostałam własny łuk, z którego nie umiałam korzystać. Powiedziałam o tym Ri, ale ona tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że wszystko mi wytłumaczy. Weszliśmy we czwórkę do gęstego i ciemnego lasu. Pierwszy szedł jej ojciec, następnie matka, Ri no i ja na końcu. Nigdy nie byłam na polowaniu, nawet nie wiem jak się strzela. Nagle niespodziewanie wszyscy stanęli, a ja omal w nich nie wpadłam. Chciałam zapytać co się stało, ale Ri uciszyła mnie gestem ręki. Wychyliłam lekko głowę i zobaczyłam stojącą nieopodal sarnę. Obserwowałam jak pan Browansold naciąga strzałę na cięciwę, a następnie celuje z zwierzę. Wstrzymuje oddech i strzela. Strzała leci z niesamowitą szybkością by następnie trafić w swój wyznaczony cel. Sarenka chwieje się i upada na ziemię. Mech barwi się na czerwono, a zwierze umiera na naszych oczach. Ojciec Richelle podchodzi do upolowanej sarny i zarzuca sobie jej martwe ciało na plecy.

- Najlepiej będzie, gdy się rozdzielimy - powiedział nagle - Ja pójdę z Amirą, a Richelle z Crystal - dodał. Wszystkie przytaknęłyśmy i rozeszliśmy się w dwie różne strony.

- Teraz będę miała okazję nauczyć cię strzelać - powiedziała Ri przerywając panującą od pięciu minut ciszę.

- Nie wiem czy się do tego nadaję.

- Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. I musisz umieć w tym świecie się bronić, bo inaczej zginiesz - powiedziała bardzo poważnie . Nagle przystanęła i pociągnęła mnie za rękę żebym zrobiła to samo - Ciii, patrz - powiedziała szeptem i wskazała na coś palcem. Popatrzyłam w tamtym kierunku. Niedaleko nas kicał zając - Jest twój - dodała. Spojrzałam na nią nie bardzo przekonana - Spokojnie, rozluźnij się - sięgnęłam po łuk i strzałę, a następnie naciągnęłam ją na cięciwę, tak jak robił to pan Browansold - Spokojnie - powtórzyła widząc jak trzęsą mi się ręce. Powoli uspokoiłam swój oddech, wycelowałam i... strzeliłam. Ale niestety zamiast w zająca strzała trafiła w drzewo stojące obok.

- Jestem do niczego - westchnęłam opuszczając łuk.

- Nie poddawaj się tak szybko, to dopiero twój pierwszy raz, będzie lepiej uwierz mi - pocieszyła mnie Ri. zając, który był moim celem zaczął uciekać. Richelle sięgnęła błyskawicznie po swój łuk, wycelowała i strzeliła. Wszystko to trwało tylko kilka sekund, a strzała dziewczyny trafiła w swój cel. Łał, to było niesamowite. Stałam tak z szeroko otwartymi oczami i ustami.

- Jesteś świetna - powiedziałam, gdy w końcu otrząsnęłam się z wrażenia.

- Dzięki - odpowiedziała - Strzelam od dziecka. Chodźmy, musimy upolować jeszcze kilka zająców.

         Po jakimś czasie, nie wiem ile tak naprawdę minęło czasu odkąd jesteśmy w tym lesie, spotkaliśmy się we czwórkę przy wyjściu z lasu. Ja i Richelle, a właściwie tylko ona upolowała osiem zająców. Natomiast jej rodzice upolowali sarnę i również kilka zająców. Z pełnymi rękami wróciliśmy do domu, lecz to jeszcze nie był koniec. Gdy tylko odłożyliśmy nasze zdobycze, musiałyśmy iść na targ, który znajdował się na terenie zamku. Czekała nas niemała wycieczka pod górkę. Od matki Ri dostałyśmy monety za które miałyśmy kupić mąkę, jajka i jakieś zioła. Richelle dała mi jakąś torbę, a ona sama wzięła drugą. Ruszyłyśmy drogą w stronę zamku. Po około dziesięciu minutach weszłyśmy przez główną bramę. Na placu, gdzie znajdował się targ było mnóstwo straganów, a wokół kręciło się sporo osób. Było tu głośno od rozmów i tłoczno.

- Chodź, tylko się nie zgub - powiedziała Ri uśmiechając się do mnie - Na początku chodźmy po zioła, które chciała moja matka. 

- Ok - rzuciłam i ruszyłam za dziewczyną. Przeszłyśmy chyba przez cały targ, aż wreszcie stanęłyśmy przed jednym ze straganów, gdzie leżały różne zioła, których nawet nazw nie znałam. Ri wymieniła nazwy sprzedawczyni , była nią starsza już kobieta. Miała niebieskie oczy i ubrana była w białą suknię do ziemi. Natomiast siwe włosy związała w kok. Kobieta podała wszystkie potrzebne zioła, a Richelle jej zapłaciła. 

- Ri! - krzyknął ktoś z tyłu. Odwróciłyśmy się szybko z spojrzałyśmy na stojącą przed nami dziewczynę. Była to niewysoka blondynka o niebieskich oczach. Ubrana w podobny strój jak ja z Richelle.

- Kristen! - krzyknęła Ri i podbiegła do dziewczyny po czym przytuliła ją  - Cieszę się, że wróciłaś.

- Tylko na wakacje, później znów muszę wracać - wyjaśniła dziewczyna.

- Jak tam jest? - spytała Ri.

- Jak w każdej szkole. Dają wycisk - zaśmiała się. 

- Kristen poznaj moją koleżankę Crystal - rzuciła Richelle. Kristen spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.

- Nowa? - rzuciła Kristen.

- Tak - odpowiedziałam.

- Ze świata ludzi? - skąd ona to wiedziała? 

- Skąd.... - zaczęłam, ale Ri mi przerwała.

- Wpadnij do mnie później Kristen - zwróciła się do swojej koleżanki.

- Dobrze, to do zobaczenia - rzuciła i odeszła.

- Chodź, musimy kupić jeszcze mąkę - powiedziała Ri. Chciałam się jej zapytać skąd Kristen wie skąd pochodzę, ale powstrzymałam się. Zapytam później - pomyślałam. Po krótkiej chwili znalazłyśmy odpowiedni stragan. Mężczyzna podał nam wcale niemały worek mąki. Spojrzałam na Richelle, a ona na mnie.

- Kto to będzie niósł? - spytałam, kładąc ręce na biodrach.

- Rzućmy monetą - zaproponowała Ri - Jeśli wypadnie król niosę ja, a jeśli reszka ty, zgoda?

- Ok, niech będzie - odpowiedziałam. Obserwowałam jak dziewczyna podrzuca monetę, a ta robi kilka obrotów w powietrzu by następnie upaść na ziemię. Ukucnęłam i spojrzałam, dobry humor uleciał, gdy okazało się, że padło na mnie. Westchnęłam, a Ri spojrzała na mnie ze współczuciem i poklepała mnie po ramieniu. Już wracałyśmy do domu, gdy Richelle stanęła nagle i powiedziała.

- Zapomniałyśmy o jajkach - położyłam worek na ziemi. 

- Pójdę po nie - rzuciłam.

- Jesteś pewna?

- Tak. 

- Ok, tu masz pieniądze - podała mi woreczek z monetami.

- Zaraz wrócę - powiedziałam i wróciłam się na targ. Szybko znalazłam to czego szukałam. Na szczęście nie zdążyłyśmy odejść zbyt daleko. Kupiłam co trzeba i odwróciłam się by odejść. Niestety nie miałam szczęścia i ktoś wpadł na mnie, przez co upuściłam koszyk z jajkami, który następnie upadł na ziemię. Podniosłam głowę i wściekłym wzrokiem popatrzyłam na sprawcę tego wszystkiego.


Obserwatorzy

Shoutbox