Pokój Richelle wyglądał naprawdę ładnie. Stało tu ogromne łóżko, drewniane biurko i szafa. Na szafce nocnej stała świeca, a na podłodze leżał dywan. Było tu trochę ciemno, zwłaszcza, że zbliżała się noc, więc Ri podeszła i zapaliła świecę, która rozświetliła wnętrze pokoju.
- No cóż, będziemy musiały spać na jednym łóżku - powiedziała Ri - Chyba, że wolisz na podłodze?
- Możemy spać razem, nie przeszkadza mi to - wyjaśniłam.
- Dobrze - podeszła do szafy i wyjęła z niej koszulę nocną - To dla ciebie - podała mi ją.
- Dzięki - rzuciłam uśmiechając się do niej.
Po kolacji, która minęła bardzo szybko, ja i Ri wróciłyśmy do pokoju i zaczęłyśmy przygotowania do snu. Gdy Ri przebierała się w koszulę nocną zauważyłam u niej na karku, podobny tatuaż jak u mnie tylko trochę się różnił. Jej był mniejszy i miał mniej szczegółów.
- Ri? - zaczęłam.
- Hm?
- Skąd masz ten tatuaż na karku? - zapytałam. Dziewczyna odwróciła się w moją stronę i spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- Jak to skąd, eh no dobrze wszystko ci wyjaśnię. W świecie elfów, istnieje sześć różnych tatuaży. Są: łucznicy, włócznicy, jeźdźcy, straż morska, ród królewski i wojownicy. Każda rodzina ma swój tatuaż. Tak jak ja i moi rodzice. My jesteśmy łucznikami. Nie mogę zostać kimś innym, ponieważ nasza rodzina od pokoleń zajmuje się łucznictwem. I w przyszłości będę musiała wyjść za mężczyznę, który również jest łucznikiem. To wszystko jest strasznie pogmatwane - westchnęła Ri i usiadła obok mnie na łóżku. Naprawdę polubiłam tą dziewczynę. Choć znałam ją dopiero kilka godzin. Myślę, że możemy się zaprzyjaźnić - A ty jaki masz tatuaż? - zapytała Ri patrząc z ciekawością. Wzięłam włosy do przodu i odchyliłam głowę tak by dobrze widziała mój kark.
- Łał - powiedziała nagle.
- O co chodzi? - spytałam zaciekawiona. Czy coś było nie tak?
- Twój tatuaż. Nigdy takiego nie widziałam. Nawet w książkach. Kim ty jesteś? - spytała.
- Nie mam pojęcia Ri, nie mam pojęcia.
- Nie mówmy o tym moim rodzicom, dobrze? - ta prośba naprawdę mnie zdziwiła. Spojrzałam w jej czarne oczy i kiwnęłam głową - Chodźmy spać, jutro czeka nas pracowity dzień - wyjaśniła ziewając.
- Dobrze - odpowiedziałam. Położyłyśmy się na łóżku. Ja spałam przy oknie, a Ri z brzegu. Gdy dziewczyna zasnęła, ja patrzyłam przez okno na piękną pełnię księżyca. Ciekawe co zrobiła moja matka, gdy przeczytała zostawiony przeze mnie list. Czy zadzwoniła na policję, albo olała to. W tym momencie nie tęskniłam za mamą tylko za tatą. Oddałabym wszystko by tylko znów żył. Usłyszałam odległe wycie lecz zignorowałam to i zamknęłam oczy pogrążając się w krainie snów.
Poczułam, że ktoś mną potrząsa. Uniosłam lekko powieki i zobaczyłam stojącą przede mną Richelle i próbującą mnie obudzić.
- Crystal! - krzyknęła - Wstawaj! Nie mamy zbyt dużo czasu - uniosłam się na łokciach i spojrzałam na ubraną już dziewczynę.
- Która jest godzina? - zapytałam półprzytomna.
- Nie wiem, chyba przed szóstą - odpowiedziała. Co? Jak można wstawać tak wcześnie.
- Co będziemy robić o tak wczesnej porze - spytałam ziewając.
- Eh, musimy dziś iść na targ, posprzątać dom, iść do lasu na polowanie, ugotować obiad, zrobić pranie i wiele innych rzeczy, a dzień taki krótki - wyjaśniła Ri, a ja westchnęłam i znów opadłam na poduszkę. Dziewczyna cicho się zaśmiała i powiedziała
- Ubierz się, za chwilę wychodzimy do lasu - rzuciła mi ubrania - Tylko się pospiesz, nie mamy całego dnia - dodała i wyszła z pokoju.
Jęknęłam cicho . Wzięłam leżące obok mnie ubrania i szybko się ubrałam. Miałam na sobie długą czarną, skórzaną suknię z długim rękawem i z kapturem, rozdartą w kilku miejscach, tak by można było się lepiej poruszać, do tego również czarne, skórzane spodnie i czarne kozaki. Nie było tu lustra, więc nie mogłam się przejrzeć, ale na pewno wyglądałam dziwnie. Gdy byłam już gotowa wyszłam z pokoju i skierowałam się do kuchni, salonu i jadalni w jednym. Kiedy weszłam wszystkie pary oczu skierowały się w moją stronę.
- Wyglądasz bardzo ładnie - podsumowała Ri.
- Dzięki - rzuciłam i uśmiechnęłam się do niej szeroko.
- Wszyscy gotowi? - zapytał pan Browansold. Każdy pokiwał głową - W takim razie ruszamy - dostałam własny łuk, z którego nie umiałam korzystać. Powiedziałam o tym Ri, ale ona tylko się uśmiechnęła i powiedziała, że wszystko mi wytłumaczy. Weszliśmy we czwórkę do gęstego i ciemnego lasu. Pierwszy szedł jej ojciec, następnie matka, Ri no i ja na końcu. Nigdy nie byłam na polowaniu, nawet nie wiem jak się strzela. Nagle niespodziewanie wszyscy stanęli, a ja omal w nich nie wpadłam. Chciałam zapytać co się stało, ale Ri uciszyła mnie gestem ręki. Wychyliłam lekko głowę i zobaczyłam stojącą nieopodal sarnę. Obserwowałam jak pan Browansold naciąga strzałę na cięciwę, a następnie celuje z zwierzę. Wstrzymuje oddech i strzela. Strzała leci z niesamowitą szybkością by następnie trafić w swój wyznaczony cel. Sarenka chwieje się i upada na ziemię. Mech barwi się na czerwono, a zwierze umiera na naszych oczach. Ojciec Richelle podchodzi do upolowanej sarny i zarzuca sobie jej martwe ciało na plecy.
- Najlepiej będzie, gdy się rozdzielimy - powiedział nagle - Ja pójdę z Amirą, a Richelle z Crystal - dodał. Wszystkie przytaknęłyśmy i rozeszliśmy się w dwie różne strony.
- Teraz będę miała okazję nauczyć cię strzelać - powiedziała Ri przerywając panującą od pięciu minut ciszę.
- Nie wiem czy się do tego nadaję.
- Jeśli nie spróbujesz to się nie dowiesz. I musisz umieć w tym świecie się bronić, bo inaczej zginiesz - powiedziała bardzo poważnie . Nagle przystanęła i pociągnęła mnie za rękę żebym zrobiła to samo - Ciii, patrz - powiedziała szeptem i wskazała na coś palcem. Popatrzyłam w tamtym kierunku. Niedaleko nas kicał zając - Jest twój - dodała. Spojrzałam na nią nie bardzo przekonana - Spokojnie, rozluźnij się - sięgnęłam po łuk i strzałę, a następnie naciągnęłam ją na cięciwę, tak jak robił to pan Browansold - Spokojnie - powtórzyła widząc jak trzęsą mi się ręce. Powoli uspokoiłam swój oddech, wycelowałam i... strzeliłam. Ale niestety zamiast w zająca strzała trafiła w drzewo stojące obok.
- Jestem do niczego - westchnęłam opuszczając łuk.
- Nie poddawaj się tak szybko, to dopiero twój pierwszy raz, będzie lepiej uwierz mi - pocieszyła mnie Ri. zając, który był moim celem zaczął uciekać. Richelle sięgnęła błyskawicznie po swój łuk, wycelowała i strzeliła. Wszystko to trwało tylko kilka sekund, a strzała dziewczyny trafiła w swój cel. Łał, to było niesamowite. Stałam tak z szeroko otwartymi oczami i ustami.
- Jesteś świetna - powiedziałam, gdy w końcu otrząsnęłam się z wrażenia.
- Dzięki - odpowiedziała - Strzelam od dziecka. Chodźmy, musimy upolować jeszcze kilka zająców.
Po jakimś czasie, nie wiem ile tak naprawdę minęło czasu odkąd jesteśmy w tym lesie, spotkaliśmy się we czwórkę przy wyjściu z lasu. Ja i Richelle, a właściwie tylko ona upolowała osiem zająców. Natomiast jej rodzice upolowali sarnę i również kilka zająców. Z pełnymi rękami wróciliśmy do domu, lecz to jeszcze nie był koniec. Gdy tylko odłożyliśmy nasze zdobycze, musiałyśmy iść na targ, który znajdował się na terenie zamku. Czekała nas niemała wycieczka pod górkę. Od matki Ri dostałyśmy monety za które miałyśmy kupić mąkę, jajka i jakieś zioła. Richelle dała mi jakąś torbę, a ona sama wzięła drugą. Ruszyłyśmy drogą w stronę zamku. Po około dziesięciu minutach weszłyśmy przez główną bramę. Na placu, gdzie znajdował się targ było mnóstwo straganów, a wokół kręciło się sporo osób. Było tu głośno od rozmów i tłoczno.
- Chodź, tylko się nie zgub - powiedziała Ri uśmiechając się do mnie - Na początku chodźmy po zioła, które chciała moja matka.
- Ok - rzuciłam i ruszyłam za dziewczyną. Przeszłyśmy chyba przez cały targ, aż wreszcie stanęłyśmy przed jednym ze straganów, gdzie leżały różne zioła, których nawet nazw nie znałam. Ri wymieniła nazwy sprzedawczyni , była nią starsza już kobieta. Miała niebieskie oczy i ubrana była w białą suknię do ziemi. Natomiast siwe włosy związała w kok. Kobieta podała wszystkie potrzebne zioła, a Richelle jej zapłaciła.
- Ri! - krzyknął ktoś z tyłu. Odwróciłyśmy się szybko z spojrzałyśmy na stojącą przed nami dziewczynę. Była to niewysoka blondynka o niebieskich oczach. Ubrana w podobny strój jak ja z Richelle.
- Kristen! - krzyknęła Ri i podbiegła do dziewczyny po czym przytuliła ją - Cieszę się, że wróciłaś.
- Tylko na wakacje, później znów muszę wracać - wyjaśniła dziewczyna.
- Jak tam jest? - spytała Ri.
- Jak w każdej szkole. Dają wycisk - zaśmiała się.
- Kristen poznaj moją koleżankę Crystal - rzuciła Richelle. Kristen spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko.
- Nowa? - rzuciła Kristen.
- Tak - odpowiedziałam.
- Ze świata ludzi? - skąd ona to wiedziała?
- Skąd.... - zaczęłam, ale Ri mi przerwała.
- Wpadnij do mnie później Kristen - zwróciła się do swojej koleżanki.
- Dobrze, to do zobaczenia - rzuciła i odeszła.
- Chodź, musimy kupić jeszcze mąkę - powiedziała Ri. Chciałam się jej zapytać skąd Kristen wie skąd pochodzę, ale powstrzymałam się. Zapytam później - pomyślałam. Po krótkiej chwili znalazłyśmy odpowiedni stragan. Mężczyzna podał nam wcale niemały worek mąki. Spojrzałam na Richelle, a ona na mnie.
- Kto to będzie niósł? - spytałam, kładąc ręce na biodrach.
- Rzućmy monetą - zaproponowała Ri - Jeśli wypadnie król niosę ja, a jeśli reszka ty, zgoda?
- Ok, niech będzie - odpowiedziałam. Obserwowałam jak dziewczyna podrzuca monetę, a ta robi kilka obrotów w powietrzu by następnie upaść na ziemię. Ukucnęłam i spojrzałam, dobry humor uleciał, gdy okazało się, że padło na mnie. Westchnęłam, a Ri spojrzała na mnie ze współczuciem i poklepała mnie po ramieniu. Już wracałyśmy do domu, gdy Richelle stanęła nagle i powiedziała.
- Zapomniałyśmy o jajkach - położyłam worek na ziemi.
- Pójdę po nie - rzuciłam.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Ok, tu masz pieniądze - podała mi woreczek z monetami.
- Zaraz wrócę - powiedziałam i wróciłam się na targ. Szybko znalazłam to czego szukałam. Na szczęście nie zdążyłyśmy odejść zbyt daleko. Kupiłam co trzeba i odwróciłam się by odejść. Niestety nie miałam szczęścia i ktoś wpadł na mnie, przez co upuściłam koszyk z jajkami, który następnie upadł na ziemię. Podniosłam głowę i wściekłym wzrokiem popatrzyłam na sprawcę tego wszystkiego.