wtorek, 30 grudnia 2014

NUMER III






         Dzisiejszy dzień był naprawdę gorący, więc postanowiłam, że zwiążę włosy w kucyk. Sięgnęłam po gumkę do włosów, która leżała na biurku i zrobiłam szybko zaplanowaną fryzurę. Gdy skończyłam zauważyłam coś dziwnego, czego nie widziałam u siebie wcześniej. Moje uszy były spiczaste! Otworzyłam oczy w zdziwieniu.

- Co? - powiedziałam na głos dotykając je delikatnie. Co się ze mną dzieje? Moja matka nie może tego zobaczyć. Ściągnęłam gumkę sprawiając, że włosy znów opadły na ramiona. Tak mogłam lepiej ukryć "te" uszy. Moje oczy również się zmieniły. Nie były już ciemnobrązowe lecz czarne. Nie! To musi być sen. To jest jedyne wytłumaczenie. Ale.... uszczypnęłam się w rękę.

- Auć - wysyczałam. Nie, to jednak nie sen. Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym czy ten sen mógł mówić prawdę i naprawdę istnieje portal, który przeniesie mnie do innego świata. Tylko jak mam go odnaleźć? Przecież nawet nie wiem gdzie mam go szukać. Westchnęłam i opadłam na stojący przy biurku fotel. Zamknęłam na chwilę oczy i zobaczyłam starą bibliotekę w centrum miasta. Znałam ją. Bardzo często chodziłam tam wypożyczać książki. Otworzyłam szybko oczy. To może być wskazówka? Tak! Muszę to sprawdzić. Podniosłam się podekscytowana z fotela . Jeśli dziś przejdę przez portal to muszę wziąć ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Sięgnęłam po czarną torbę leżącą pod biurkiem i zaczęłam pakować do niej różne przedmioty, takie jak telefon, mp3, bieliznę, trochę ubrań i kilka batonów w razie gdybym zgłodniała. Przecież nie wiem, co tak naprawdę czeka na mnie po drugiej stronie. Napisałam mamie list, w którym wyjaśniłam , że miałam już dość mieszkania w tym domu dlatego uciekam i już nigdy tu nie wrócę. Nie wiem jak to przyjmie. Czy będzie płakać, czy się ucieszy, że w końcu się mnie pozbyła. Wyszłam z domu i przystanęłam na chwilę by pożegnać się z miejscem, w którym się wychowałam i w którym są wszystkie moje wspomnienia. Po policzku poleciała mi jedna słona łza, ale szybko ją wytarłam. Odwróciłam się na pięcie i skierowałam w stronę miasta. Co chwilę jednak oglądałam się za siebie sprawdzając, czy aby na pewno nikt mnie nie śledzi. Powoli wpadałam w paranoję. Tak naprawdę nie wiem dlaczego zaufałam głosowi i wyruszyłam na poszukiwania portalu, przez który planuję przejść. To jest już do końca niezrozumiałe. Ale chyba zaczynam rozumieć, że nie należę do tego świata i nigdy do niego nie należałam. Moje miejsce jest gdzie indziej, czuję to oraz to, że jestem już blisko. Czy w końcu będę szczęśliwa? Stanęłam przed ogromną biblioteką. Spojrzałam na kartkę "otwarte" i weszłam do środka. Było tu cicho i czysto. Każda książka miała tu swoje wyznaczone miejsce. Weszłam głębiej i zauważyłam, że przy dużym stole na środku toi pan Davis. Jest on już starszym mężczyzną około siedemdziesiątki. Jego rodzina opiekuje się tą biblioteką od pokoleń. I zebrali tu całkiem imponującą ilość książek. Podeszłam bliżej i powiedziałam.

- Dzień dobry panie Davis! - uśmiechnęłam się do niego szeroko. Był on dla mnie jak dziadek.

- Witaj Crystal. Co u ciebie słychać?  - zapytał.

- Wszystko w porządku. Przyszłam się tu trochę rozejrzeć - wyjaśniłam, a pan Davis kiwnął głową. Ominęłam stół i ruszyłam w kierunku wysokich rzędów z książkami. Praktycznie wszystkie książki były bardzo stare i grube. Szłam długim "tunelem" zapuszczając się w najdalsze zakątki biblioteki. Droga zajęła mi niemałą chwilkę, a gdy wreszcie wyszłam z "tunelu" napotkałam tylko ścianę. Znajdował się tu wyłącznie duży obraz przedstawiający trzy wilki stojące na skraju lasu. Obraz był bardzo piękny. Wpatrywałam się w niego z zachwytem. Ale coś mi tu nie pasowało. Dlaczego w tym miejscu znajduje się obraz? Podeszłam bliżej i dotknęłam jego zimnej jak lód złotej ramy. A może.... zdjęłam obraz ze ściany i postawiłam ostrożnie na ziemi. Teraz moim oczom ukazał się identyczny znak jak tatuaż na moim karku tylko teraz był on wyryty w ścianie. To musi być tu. Tu musi znajdować się portal. Tylko jak go aktywować? Zamyśliłam się chwilkę, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. W końcu poddałam się i postanowiłam, że wrócę tu jutro i znajdę sposób by go otworzyć. Ostatni raz spojrzałam na dziwny wzór wyryty w kamieniu i delikatnie dotknęłam jego konturów. Nagle ściana zaczęła się kruszyć i powstała nieduża dziura przez które wydobywało się bardzo jasne światło. Stałam właśnie przed otwartym portalem.

- O kurwa! - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.

           Wystarczy jeden krok i będę po drugiej stronie, w innym świecie. Stałam tak bezczynnie i gapiłam się. Gdy otrząsnęłam się z wrażenia jakie zrobił na mnie portal. Obejrzałam się za siebie i rozejrzałam dokładnie, czy nikogo tu nie ma. Wzięłam wdech i zrobiłam krok wchodząc w portal, który pochłonął mnie całą.

            Druga strona wyglądała była niesamowita. Wszytko było zielone. Nigdzie nie było widać wieżowców, dookoła rozciągały się łąki i lasy. Odwróciłam się i ujrzałam małą wioskę z drewnianymi domkami. Wszystko wyglądało tu jak z średniowiecza. Za wioską na niewysokiej górze znajdował się ogromny kamienny zamek z wieżyczkami. Wszystko wyglądało tu inaczej niż w moim świecie. Było tu dużo ciszej i spokojniej, nie jeździły samochody ani pociągi, a jedynym środkiem transportu były konie. Postanowiłam pójść do miasteczka. Ruszyłam więc dróżką w tamtą stronę. Zastanawiałam się po drodze jak mnie przyjmą jej mieszkańcy. Przecież jestem obca. Weszłam do miasteczka i skierowałam się do pobliskiego domku. Podeszłam do drewnianych drzwi. Zawahałam się przez chwilę, czy zapukać, ale ostatecznie uniosłam rękę i zapukałam trzy razy. Odsunęłam się trochę i czekałam, aż ktoś otworzy. Nagle usłyszałam jak otwierają się drzwi i przede mną stanęła niewysoka, piękna, czarnowłosa dziewczyna, która miała niesamowicie czarne oczy. Ubrana była w długą suknię. Dziwny świat - pomyślałam. Dziewczyna obrzuciła mnie podejrzliwym wzrokiem.

- Witam, nazywam się Crystal Dragonos i właśnie przeszłam przez portal - wyjaśniłam. Dziewczyna przez chwilę rozważała moje słowa, rozejrzała się po okolicy i zaprosiła do środka. Zamknęła za mną drzwi i powiedziała.

- Jestem Richelle Browansold - przedstawiła się - Moich rodziców nie ma niestety, ale możesz na nich tu poczekać - popatrzyła na mój strój i lekko się skrzywiła - Przyniosę ci jakieś normalne ubranie - powiedziała i już jej nie było.

- Ale to jest normalne ubranie - rzuciłam cicho za nią. Więc wychodzi na to, że żadne z ubrań, które wzięłam nie nadaję się do noszenia w tym świecie. Po prostu pięknie! Czekając na Richelle rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdował się tu stół, na stole stał wazon ze świeżo zerwanymi kwiatami., krzesła oraz kaflowy piec stojący pod jedną ze ścian. Domek był mały. W jednym pomieszczeniu znajdowała się kuchnia, jadalnia i salon. Pewnie tam, gdzie poszła Richelle musiały być sypialnie. Po krótkiej chwili wróciła trzymając w ręce długą fioletową suknię. Podeszła do mnie i podała mi ją. Założyłam ją szybko. Musiałam przyznać, że była bardzo wygodna. Okręciłam się dookoła swojej osi.

- Ładnie w niej wyglądasz - zauważyła dziewczyna.

- Dziękuję Richelle - powiedziałam uśmiechając się do niej.

- Możesz mówić do mnie Ri - rzuciła - Może napijesz się herbaty? - dodała.

- Bardzo chętnie - usiadłam przy stole i patrzyłam jak dziewczyna przygotowuje herbatę. Następnie postawiła ją przede mną i usiadła obok.

- Więc przeszłaś przez portal - zaczęła, a ja kiwnęłam głową - Jak jest w twoim świecie. Wiele o nim słyszałam w szkole, ale nigdy nie spotkałam osoby, która by tam była.

- No cóż, jest tam tłoczno i głośno. Wszędzie jeżdżą samochody, pociągi, tramwaje, a po niebie latają samoloty - zobaczyłam zdziwienie na twarzy Ri, pewnie nie wiedziała o czym ja w ogóle mówię - Ludzie ciągle się gdzieś śpieszą i nie mają dla nikogo czasu. Wszystko dzieje się tam w niesamowicie szybkim tempie.

- Eh chciałabym to zobaczyć - rozmarzyła się Ri.

- Nie jest tam tak fajnie jakby się mogło wydawać - dziewczyna popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem - Nieważne - powiedziałam. W tej chwili pomyślałam o mojej matce. Tak naprawdę kupowała mi co tylko chciałam, ale nigdy nie zjadła ze mną ani jednego posiłku, nie przytuliła, nie spytała jak minął dzień. Tego najbardziej mi brakowało.

- Coś się stało? - zapytała Ri. Uniosłam brwi, bo nie wiedziałam o co chodzi - Posmutniałaś.

- Nic mi nie jest, naprawdę - znałam tę dziewczynę on kilkunastu minut, a ona już była mi bliższa niż niejedna osoba w moim świecie. To takie smutne. Tu, gdzie nie było nowinek technicznych, rodziny były szczęśliwe, rodzice byli obecni w życiu ich dzieci. Tego mi brakowało. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi i do pomieszczenia weszły dwie osoby. Kobieta i mężczyzna, zapewne rodzice Ri. Wyglądali bardzo młodo i byli szczęśliwi.

- Matko, ojcze - zaczęła Ri, zwracając uwagę rodziców na nas. Gdy mnie ujrzeli wyglądali na bardzo zdziwionych - To jest Crystal, niedawno przeszła przez portal - dodała. Teraz zdziwienie jej rodziców było jeszcze większe. Podeszli bliżej nas, ciągle patrząc na mnie.

- Dlaczego ją wpuściłaś do domu Richelle? - zapytał surowo ojciec dziewczyny.

- Ona jest taka jak my ojcze - wyjaśniła Ri.

- Skąd możesz to wiedzieć? - dopytywał się - A jeśli jest jedną z nich? - o co im chodzi?

- Na pewno nie - zapewniała Ri - Ale jeśli nie wierzysz.... Crystal możesz pokazać moim rodzicom uszy? - zdziwiło mnie to totalnie, ale jeśli chcą zobaczyć moje uszy to proszę bardzo. Podniosłam włosy do góry tak by odsłaniały je całkowicie. Zdziwienie na twarzy jej rodziców było przepiękne - Widzicie?

- Przepraszamy cię bardzo, ale po prostu myśleliśmy... nieważne - powiedział ojciec Ri - Może usiądziemy? - spytał niepewnie, kiwnęłam głową na znak zgody. Gdy wszyscy usiedliśmy przy niedużym stole pan Browansold dodał - Moja córka mówiła, że przeszłaś przez portal.

- Tak to prawda - zapewniłam wszystkich.

- Czy ktoś wie, że tu jesteś? - tym razem zapytała pani Browansold.

- Nikt oprócz was - powiedziałam. Boże w co ja się wpakowałam. A jeśli mi nie pomogą? Co się wtedy ze mną stanie?

- Dlaczego zdecydowałaś się przejść to naszego świata?

- W moim świecie nie miałam nikogo oprócz matki, która w ogóle się mną nie zajmowała. Ale najważniejszym powodem było to, że mam spiczaste uszy, słyszę głosy, miewam dziwne sny i ktoś chciał mnie zabić - powiedziałam na jednym wydechu. Rodzice Ri słuchali mnie bardzo uważnie.

- Wiesz może kto chciał pozbawić cię życia? - spytał pan Browansold.

- Nie mam pojęcia, kto to mógł być, ale gonił mnie po parku i strzelał do mnie z łuku - wyjaśniłam.

- Łuku? - zapytali wszyscy jednocześnie.

- No przecież mówię - trochę się zaczęłam denerwować - Jedna strzała drasnęłam mnie w ramię, gdy uciekałam, a później miałam zawroty głowy i gorączkę.

- To musiał być żołnierz Denoss'a, nasze strzały nie są zatrute - zamyślił się pan Browansold - Ale jakim cudem z tego wyszłaś? Trucizna, która dostała się do twojego organizmu spowodowałaby twoją śmierć w około trzydzieści minut. A jak widzimy jeszcze żyjesz, więc jak to jest możliwe?

- Nie wiem - rzuciłam. Te wszystkie informacje przyprawiły mnie o ból głowy.

- Możesz zostać u nas przez jakiś czas. Będziesz spać w pokoju z Richelle - wyjaśnił - A ty - zwrócił się do córki - Pokaż Crystal pokój.

- Tak ojcze - wstała od stołu, a ja poszłam w jej ślady - Chodź, wszystko ci pokażę - i ruszyłam za nią do sypialni.




poniedziałek, 29 grudnia 2014

NUMER II

  



         Po drugiej stronie stało dwóch mężczyzn. Jeden był nieco straszy to musiał być Derek, a za nim w niewielkiej odległości stał chłopak niewiele starszy ode mnie. Derek był dobrze zbudowanym brunetem. Miał lekki zarost i był opalony. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie, aż przeszły mnie ciarki. Natomiast Alex bo tak miał na imię syn faceta mojej matki miał dłuższe włosy, był również opalony jak jego ojciec, oraz miał niesamowicie niebieskie oczy. Oboje ubrani byli w garnitury i wyglądali naprawdę świetnie. Gdy otrząsnęłam się z wrażenia jakie na mnie zrobili przepuściłam ich po czym zamknęłam za nimi drzwi.

- Dobry wieczór - odezwał się starszy - Jestem Derek, a ty zapewne Crystal - kiwnęłam głową - A to mój syn Alex.

- Cześć - usłyszałam jego głos. Był równie niesamowity jak on sam.

- Hej - odpowiedziałam - Zapraszam do jadalni - ruszyłam lekko się chwiejąc.

- Czy wszystko w porządku? - zapytał Derek.

- Tak, tak - odpowiedziałam szybko. Zaprowadziłam ich do jadalni. Derek przywitał się z moją matką i przedstawił jej Alex'a. Widać było, że chłopak nie jest zbytnio ucieszony z tej kolacji. To jest nas dwóch - pomyślałam. I zaczęła się męczarnia. Czułam jakby ta kolacja trwała wieczność, a minęło dopiero kilka minut. Kręciło mi się w głowie i czułam, że zaraz tu padnę trupem.

- Jak w szkole Crystal? - padło pytanie, podniosłam wzrok na osobę pytającą, była nim moja matka. Teraz się mną interesuje? To chyba żart. Miała w dupie ostatnie trzy lata mojego życia i teraz odezwała się w niej matka. Gdybym miała siłę wybuchnęłabym  śmiechem. Ale grzecznie odpowiedziałam.

- Dobrze mamo.

- Crystal bardzo dobrze się uczy, jest jedną z najlepszych uczennic - tłumaczyła moja matka Derek'owi. Zaśmiałam się w myślach. Matka roku!

- Doprawdy? - zapytał Derek spoglądając na mnie. Gdy jego wzrok spotkał się z moim dostałam gęsiej skórki.

- Tak, a ty Alex co robisz? - spytała moja matka. Zauważyłam, że się wzdrygnął, na te pytanie. Podniósł głowę i spojrzał na Ariel, bo tak miała na imię moja matka.

- Pracuję - oznajmił.

- Twój ojciec musi być z ciebie dumny, tak jak ja z Crystal - powiedziała, a ja prychnęłam. Wszyscy momentalnie spojrzeli na mnie. Miałam okazję wygarnąć matce wszystko co mi leżało na sercu. Ostatkiem sił powstrzymałam się od wypowiedzenia nieprzyjemnych słów, które mogły zmienić wszystko.

- Czy coś się stało? - zapytała mnie Ariel, pokręciłam przecząco głową. Więc wrócili do dalszej rozmowy, zapominając, że ja i Alex nadal tu jesteśmy. Właśnie Alex, zerknęłam na niego. On bezczelnie się na mnie gapił. Poczułam się trochę nieswojo, a do tego te zawroty głowy, myślałam, że zaraz zwymiotuję, a to nie będzie przyjemne, szczególnie dla tego kto będzie sprzątał. Postanowiłam, że wstanę od stołu i pójdę do swojego pokoju. Powoli podniosłam się z krzesła, ale musiałam się przytrzymać stołu by nie upaść. Miałam nadzieję, że zrobiłam to w miarę dyskretnie. Ale znów się myliłam.

- Crystal? - padło pytanie - Czy wszystko w porządku? - znów pytanie. Przestań udawać matkę! - krzyczałam w myślach, a powiedziałam.

- Trochę mi niedobrze, chyba pójdę się położyć.

- Dobrze - powiedziała. Ruszyłam chwiejnym krokiem i prawie się wywróciłam, gdyby nie Alex, który złapał mnie w ostatniej chwili.

- Pomogę ci - rzucił chłopak. Zgodziłam się, bo w sumie sama nie dałabym rady wejść po tylu schodkach. Przed schodami zrobił coś czego się nie spodziewałam, wziął mnie na ramiona i jakbym nie ważyła nic wniósł na górę. Postawił mnie dopiero w moim pokoju.

- Dziękuję - powiedziałam.

- Wyglądasz na chorą - zauważył Alex - Jesteś blada i ledwo trzymasz się na nogach.

- To nic takiego - rzuciłam.

- Jesteś tego pewna? - dopytywał się.

- Tak - zapewniłam go. Miałam nadzieję, że to wystarczy. Nagle poczułam ogromny ból w ramieniu i złapałam się za rękę z jękiem. Chłopak zrobił dziwną minę i powiedział.

- Co to?

- Zraniłam się - wyjaśniłam, w sumie to była prawda, po części.

- Zdejmij sukienkę! - powiedział. Zrobiłam wielkie oczy. Czy on do końca zdurniał. Znam go niecałą godzinę, a on już chce mnie rozebrać.

- Nie! - odpowiedziałam stanowczo.

- Chcę tylko obejrzeć twoją ranę - byłam negatywnie nastawiona na jego pomysł, ale jeśli bym się przebrała nie musiałabym paradować przed nim w bieliźnie.

- Dobrze, tylko się przebiorę - powiedziałam i złapałam pierwszą lepsza koszulkę na ramiączka i krótkie spodenki. Następnie udałam się do łazienki by się przebrać. Zdjęłam ostrożnie sukienkę i włożyłam przyszykowane ubranie. Gdy już byłam gotowa wyszłam z łazienki. Alex stał nadal w tym samym miejscu i rozglądał się dookoła. Odchrząknęłam, a on spojrzał w moją stronę, ale nie miał zamiaru ruszać się z miejsca, więc podeszłam do niego i stanęłam przed nim. Chłopak obejrzał dobrze moje ramię, które było zabandażowane. Aż w końcu powiedział.

- Ładny tatuaż - że co? jaki tatuaż? o czym on mówi?

- Co?

- Tatuaż.

- Jaki tatuaż? - spytałam.

- Ten na twoim karku - wyjaśnił.

- Jest jeden problem, ja nie mam tatuażu - powiedziałam.

- Jeśli mi nie wierzysz zobacz w lustrze - zmarszczyłam brwi i podeszłam do lustra wiszącego na ścianie. Odwróciłam się tak by było widać kark i otworzyłam oczy ze zdziwienia i przerażenia. Skąd to się wzięło, jak ja nigdy nie zrobiłam sobie tatuażu, a teraz miałam na karku jakiś dziwny wzór. Mój oddech przyspieszył. Jakim cudem ja go mam? Odwróciłam się w stronę Alex'a, który patrzył na mnie jak na wariatkę. Nagle usłyszeliśmy krzyki z dołu.

- Alex!? Idziemy!

- No to cześć - powiedział uśmiechając się do mnie.

- Pa - odpowiedziałam i odprowadziłam go wzrokiem. Gdy wyszedł podeszłam do łóżka i położyłam się. Po krótkiej chwili zasnęłam z milionem pytań, na które nie znałam odpowiedzi.

      Rano obudziłam się i czułam się już dużo lepiej. Choć wciąż bolało mnie ramię, gorączka i zawroty głowy minęły. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Gdy przechodziłam obok lustra przypomniałam sobie o dziwnym tatuażu na karku. Obejrzałam się dokładnie w lustrze i choćbym bardzo tego chciała on nadal tam był. Westchnęłam i weszłam do łazienki. Następnie założyłam krótkie spodenki i podkoszulkę by zakryć tatuaż oraz ranę. Musiałam to ukrywać, bo gdyby zobaczyła go moja matka na pewno zaczęłaby zadawać masę pytań, na które nie znam odpowiedzi. Ubrana wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Oczywiście mojej matki już nie było. I wszystko wróciło do normy. Nie miałam ochoty dziś wychodzić z domu i znów natknąć się na tego szaleńca, który do mnie strzelał. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wczoraj mogłam zginąć. Ta myśl sprawiła, że bałam się wyjść z własnego domu, a co dopiero chodzić po tym przerażającym parku.Wzdrygnęłam się na samą myśl. W kuchni zrobiłam sobie kanapkę i kakao, a następnie usiadłam przy stole i zabrałam się za jedzenie.

- Portal, portal, znajdź portal - usłyszałam. Wstałam nagle i sięgnęłam po nóż leżący niedaleko. To nie jest zbyt dobra ochrona, ale to jednak coś.

- Kto tu jest? - zapytałam wystraszona, ściskając nóż w dłoni.

- Znajdź portal - usłyszałam znów. Ja już chyba wariuję. Słyszę głosy, mam dziwne sny, a z dnia na dzień na moim karku pojawia się tatuaż i jakiś szaleniec gania za mną po parku z łukiem i próbuje zabić - Portal - znowu ten głos. Przypomniał mi się sen , w którymś jakiś chłopak kazał mi szukać portalu do jakiegoś innego świata. To wszystko wydaje się takie nierealne, ale ostatnie wydarzenia przekonują mnie, że chyba jednak nie zwariowałam. Odłożyłam nóż na swoje miejsce i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Gdy się w nim znalazłam podeszłam do lustra i dobrze przyjrzałam się swojej twarzy. Nie byłam już tak blada jak wczoraj. Wyglądałam już w miarę normalnie.





niedziela, 28 grudnia 2014

NUMER I




         Otworzyłam zaspane oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Słońce wpadało przez duże okno i rozświetlało cały pokój.  Lato, jak ja kocham tę porę roku. Nie trzeba było nosić grubych zimowych kurtek, których tak bardzo nie lubiłam. Rozciągnęłam się jak kot i wstałam z łóżka. Po porannej toalecie podeszłam do szafy, którą otworzyłam i stanęłam z założonymi rękoma. Zaczęłam intensywnie myśleć nad tym w co dziś się ubrać. W końcu dziś są moje siedemnaste urodziny. Zaczęłam przeszukiwać szafę, ale po chwili się poddałam. Ostatecznie założyłam czarne spodenki i szarą bluzkę z nadrukiem, do tego czarne trampki. Podeszłam do lustra i spojrzałam na swoje odbicie. Byłam niewysoką, opaloną i szczupłą dziewczyną. Miałam długie czarne włosy i ciemno brązowe oczy oraz pełne usta. Wielu mogłoby uznać, że jestem ładna, ale nie byłam do końca przekonana o swojej urodzie. Ostatni raz spojrzałam w lustro i wyszłam z pokoju. Zeszłam po drewnianych schodach i cichutko weszłam do ogromnej kuchni. Spodziewałam się, że nikogo nie zastanę, lecz myliłam się. Po kuchni krzątała się mama, przygotowując śniadanie. Zdziwiłam się ponieważ mamy zazwyczaj nie ma w domu, bo ciągle pracuje. Po śmierci ojca poświęciła się całkowicie pracy, a mnie zepchnęłam na dalszy plan. Zazwyczaj, gdy wstawałam rano jej już nie było. Dlatego, gdy dziś ją zobaczyłam uznałam, że coś musiało się stać. Mieszkałyśmy same w ogromnym domu w bogatej dzielnicy. Każde pomieszczenie było tak duże, że mogłoby pomieścić sporo osób. Miałyśmy też duży basen za domem z którego rzadko korzystałyśmy. Mama jest prawnikiem, więc stać nas na takie wygody. Ja natomiast chodzę do liceum. Nie jestem najpopularniejszą dziewczyną w szkole jakby się mogło wydawać, wręcz przeciwnie. Elitą w naszej szkole są trzy, ładne choć wredne dziewczyny, które zawsze wyglądają niesamowicie. Chodzą na wszystkie możliwe imprezy i umawiają się tylko i wyłącznie z futbolistami. Unikam je w każdy możliwy sposób. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego.

- Dzień dobry córeczko - powiedziała mama wyrywając mnie z zamyślenia.

- Dzień dobry - odpowiedziałam nieco speszona.

- Masz ochotę na tosta?

- Yyy... chętnie - usiadłam przy stole i patrzyłam jak szykuje się do zrobienia tosta. Coś tu jest nie tak - Coś się stało? - zapytałam niepewnie.

- Nie skarbie, dlaczego pytasz?

- Bo od dwóch lat o tej porze zawsze jesteś w pracy - wyjaśniłam - Więc dlaczego dziś jest inaczej?

- Wzięłam wolne, bo dzisiaj szczególny dzień, prawda? - mama odwróciła się do mnie z talerzem i postawiła go przede mną - Wszystkiego Najlepszego! - popatrzyłam na nią jak na wariatkę. Przez trzy lata nawet nie pamiętała o moich urodzinach, a dzisiaj? Miałam już totalny mętlik w głowie.

- Dziękuję - powiedziałam przeciągle i wzięłam się za jedzenie przygotowanego śniadania. Jestem jej wdzięczna, że wzięła wolne w pracy i została ze mną, ale musiałam się jak najszybciej ulotnić z tego domu. W głębi duszy wiem, że moje urodziny nie są powodem jej zostania w domu. Musi chodzić o coś innego, tylko co? - A tak naprawdę dlaczego nie poszłaś do pracy, bo na pewno nie dlatego, że mam urodziny.

- Nie wiem o czym mówisz? - próbowała się wykręcić. Nie mamo nie poddam się tak szybko.

- Jestem pewna, że wiesz doskonale. Więc? - dopytywałam.

- Eh, chciałam ci powiedzieć wcześniej, ale nie było okazji. Więc spotykam się z kimś - powiedziałam wreszcie.

- Co? - zdziwiłam się nieco.

- Nazywa się Derek Black i zaprosiłam go dzisiaj na kolację. Ma przyjść z synem Alex'em. Byłabym wdzięczna gdybyś była na niej obecna. Derek bardzo chciałby cię poznać - mówiła, a we mnie zbierała złość

- A mam inne wyjście? - zapytałam choć znałam już odpowiedź.

- Oczywiście, że nie - odparła moja matka. Wstałam od stołu i zaczęłam iść w stronę drzwi wyjściowych. Nie mogłam na nią patrzeć, więc wcale nie chodziło o to, że mam urodziny tylko o to, że spotkała jakiegoś faceta, którego chce mi przedstawić - Tylko wróć przed osiemnastą! - krzyknęła, gdy zamykałam już drzwi.
Odetchnęłam z ulgą, gdy byłam już kawałek od domu. Teraz pozostało mi już tylko chodzenie po okolicy i nudzenie się. Nie miałam, żadnych przyjaciół do których mogłabym pójść.

       Po pary godzinach chodzenia po mieście miałam już dość. W tym momencie myślałam tylko o tym by położyć się na swoim miękkim łóżeczku i zasnąć. Postanowiłam więc wrócić do domu. Ale żeby do niego dotrzeć musiałam przejść przez ogromny park, w którym kręciło się zazwyczaj mało osób. I było on dość niebezpieczny dla osoby która szła sama. Wzięłam się jednak w garść i weszłam w głąb przerażającego parku. Moja wyobraźnia działała na szybkich obrotach. Za każdym drzewem widziałam czyhających na mnie morderców. Potrząsnęłam głową by rozwiać te dziwne myśli. Przecież nie ma tu nikogo oprócz mnie. Usłyszałam trzask gałęzi. Prawda? Odwróciłam się w tamtym kierunku, ale nic nie zobaczyłam. Może mi się przesłyszało. Znów coś usłyszałam. Stanęłam nagle i zaczęłam nasłuchiwać. Coś tu nie gra - powtarzałam w myślach. Usłyszałam jakiś świst, a po chwili obok mnie przeleciała strzała i wbiła się w stojące niedaleko drzewo. Krzyknęłam wystraszona. Co do cholery - pomyślałam. Znów ten sam dźwięk i kolejna strzała wbiła się w drzewo tym razem po drugiej stronie mojej głowy. Tym razem bez zastanowienia zaczęłam biec przed siebie. Słyszałam jak nad moją głową latają strzały i tylko dzięki szczęściu nie zostałam przebita jak szaszłyk. Biegłam ile sił, a miałam przed sobą jeszcze niemały kawałek. Powoli moje płuca zaczęły się poddawać, a ja zwalniać. Zacisnęłam zęby i biegłam dalej. Na mojej twarzy pojawił się niewielki uśmiech, gdy zobaczyłam, że park się kończy, a zaczyna droga przy której stały domu. Gdy byłam już na granicy między parkiem, a ulicą jedna ze strzał drasnęła mnie w ramię. Jednak nic sobie z tego nie robiłam tylko dalej biegłam, aż do momentu, gdy stanęłam przed drzwiami domu. Wreszcie miałam chwilę by odpocząć po wyczerpującym biegu. Dopiero teraz, gdy powoli schodziła adrenalina zaczynałam czuć ból spowodowany strzałą. Spojrzałam na swoje ramię, gdzie znajdowała się długa rana. Syknęłam z bólu i otworzyłam drzwi, po czym weszłam do środka. Idąc do swojego pokoju usłyszałam krzyk mamy, która usłyszała pewnie, że już wróciłam.

- Ubierz się ładnie, goście przyjdą o osiemnastej trzydzieści.

- Dobrze - odkrzyknęłam słabym głosem. I jak najszybciej weszłam po schodach by mama przypadkiem mnie nie zobaczyła w takim stanie. Ja natomiast czułam się coraz gorzej. Zaczęło mi się kręcić w głowie i prawdopodobnie dostałam gorączki. Czułam jakby miała zaraz spłonąć. To było dziwne bo nigdy nie chorowałam. A co jeśli strzała była zatruta? Nie chciałam nawet o tym myśleć.

        Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam za sobą drzwi na klucz, na wszelki wypadek, gdyby mama miała ochotę do mnie wpaść. W pokoju musiałam przytrzymać się ściany by nie upaść. Na chwiejnych nogach poszłam do łazienki. Musiałam się wykąpać, nie mogłam w takim stanie pokazać się facetowi swojej matki. Na szczęście łazienkę miałam w swoim pokoju, więc nie musiałam daleko chodzić. Stanęłam przed umywalką i złapałam się jej by nie upaść. Spojrzałam w lustro i przeraził mnie widok jaki zobaczyłam. Wyglądałam okropnie. Włosy były potargane, a do tego byłam niesamowicie blada. Wyglądałam jak chodzący trup. Rana na ramieniu była paskudna, krew sączyła się z niej i skapywała na śnieżnobiały dywanik, barwiąc go na czerwono. Teraz nadawał się już tylko do wyrzucenia. Ale nim zajmę się później, teraz musiałam zająć się sobą i doprowadzić się do porządku. Zdjęłam mokre od potu i krwi ubrania i wrzuciłam je do kosza. Zanim doszłam pod prysznic minęło chyba z dziesięć minut. Odkręciłam letnią wodę. Czułam jak oblewa moje ciało, a gdy dotarła do rany musiałam zebrać w sobie całą siłę by nie krzyknąć. Po policzkach zjechały w dół moje słone łzy, które następnie zmył strumień wody. Po kilku minutach spędzonych pod prysznicem wyszłam i okryłam się białym, miękkim ręcznikiem. Szybko wytarłam się i ubrałam czyste ubranie, a ranę owinęłam bandażem. Następnie prawie doczołgałam się do łóżka i padłam na nie jak kłoda. A dosłownie po sekundzie moje oczy się zamknęły, pogrążając mnie w krainie snów.

- Crystal słyszysz mnie? - mówił jakiś męski głos, którego nie znałam - Crystal nie możesz zostać w tym świecie - mówił dalej.

- Kim jesteś? - zapytałam rozglądając się dookoła, ale nie widziałam nic oprócz wszechogarniającej ciemności.


- Jestem twoim.... przyjacielem - odpowiedział.


- Ale ja nie mam przyjaciół - powiedziałam. Gdzie ja tak w ogóle byłam? Co to za miejsce? Czy ja umarłam?


- Nie umarłaś Crystal - rozwiał moje wątpliwości głos - Słuchaj, nie możesz zostać w świecie ludzi. To bardzo niebezpieczne. Musisz wrócić do domu.


- Nie rozumiem.


- Ale zrozumiesz. A wtedy będziesz musiała odnaleźć portal do mojego, naszego świata, do Hermasti. 


- To sen, to tylko sen - powtarzałam - To się nie dzieje naprawdę. To tylko wytwór mojej wybujałej wyobraźni. 


- Pamiętaj Crystal, będziesz musiała odnaleźć portal.... portal....por...pppp - ostatnie słowo odbiło się echem.


          Obudziłam się zlana potem. Co za dziwny sen - pomyślałam. Czułam się już odrobinę lepiej choć cały czas kręciło mi się w głowie i chyba nadal miałam gorączkę. Zerknęłam na ranę. Bandaż całkowicie przesiąkł krwią. Podniosłam się z łóżka i powoli, na ciągle chwiejących się nogach poszłam do łazienki zmienić bandaż. Gdy wyszłam spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Była osiemnasta. Spałam całe pięć godzin. Osiemnasta! Do mojego mózgu dopiero po chwili dotarła ta informacja. Zaczęłam powoli panikować, ale uspokajałam się, że zdążę. Mam jeszcze pół godziny. Podeszłam do szafy i wzięłam z wieszaka czarną sukienkę z długimi rękawami (nie mogłam pokazać się z bandażem), sięgająca do połowy ud. Założyłam ją ostrożnie by nie urazić ręki. Wzięłam balerinki leżące na dnie szafy i założyłam je. Następnie podeszłam do lustra i przyjrzałam się sobie. Nadal byłam niesamowicie blada. Usiadłam na krześle i nałożyłam na rzęsy tusz, po czym uczesałam swoje długie włosy. Zastanawiałam się czy zrobić warkocz, czy zostawić rozpuszczone. Ale uznałam, że zostawię jednak rozpuszczone. Wzięłam kilka głębokich wdechów i wyszłam z pokoju. Weszłam ostrożnie po schodach trzymając się barierki. Nogi trzęsły mi się tak, że ledwo szłam. Słyszałam jak mama biega pomiędzy kuchnią, a jadalnią zanosząc na stół przygotowane. Spojrzałam na zegar wiszący nad kominkiem. Dokładnie teraz wybiła osiemnasta trzydzieści i w tym samym czasie usłyszałam dzwonek do drzwi. Łał, ale punktualność.


- Crystal! - krzyknęła matka - Idź otworzyć!

         Ruszyłam chwiejnym krokiem w kierunku drzwi starając się by moje kroki wyglądały normalnie. Ale było to ciężko zrobić w moim stanie. Wytrzymam - powtarzałam sobie w myślach. Wystarczy, że wytrzymam jakąś godzinkę i będę mogła wrócić do swojego pokoju. Stanęłam przed drzwiami wejściowymi. Trzęsącą się ręką sięgnęłam klamkę i otworzyłam.







PROLOG





     Stoisz nad przepaścią i myślisz, czy dobrym posunięciem będzie, gdy zrobisz ten ostateczny krok, a ciemność pod twoimi stopami pochłonie cię w ciągu sekundy. Ten jeden krok zadecyduje o wszystkim i jesteś tego świadomy, ale jednak się wahasz. Skoczyć, czy nie skoczyć. A kto by za tobą tęsknił? Każdy ma cię gdzieś. Obrażają cię, wyzywają, sprawiają, że twoja samoocena zostaje pogrzebana kilka metrów pod ziemią, tak jak ciała zmarłych. Nawet jeśli są dla ciebie mili to tylko maska. Tak naprawdę myślą tylko o tym jak cię poniżyć. Czy warto żyć na takim świecie? Pełnym ludzi, którzy wcale cię na nim nie chcą. Rozważasz każdy szczegół, aż do momentu, gdy wiesz już co masz robić. Wystarczy tylko krok. Maleńki krok, a wszystko się ułoży. Wreszcie uwolnisz się od tego pieprzonego świata, nareszcie będziesz szczęśliwy, a czekałeś na to bardzo długo. Robisz ten ostateczny krok i zamykasz oczy. Czujesz jak zimne powietrze napiera na twoje spadające ciało. Po chwili nie czujesz już nic. Czy już umarłeś? Tak? To dobrze, wreszcie masz spokój, którego tak bardzo pragnąłeś.

Obserwatorzy

Shoutbox