poniedziałek, 29 grudnia 2014

NUMER II

  



         Po drugiej stronie stało dwóch mężczyzn. Jeden był nieco straszy to musiał być Derek, a za nim w niewielkiej odległości stał chłopak niewiele starszy ode mnie. Derek był dobrze zbudowanym brunetem. Miał lekki zarost i był opalony. Jego ciemne oczy wpatrywały się we mnie, aż przeszły mnie ciarki. Natomiast Alex bo tak miał na imię syn faceta mojej matki miał dłuższe włosy, był również opalony jak jego ojciec, oraz miał niesamowicie niebieskie oczy. Oboje ubrani byli w garnitury i wyglądali naprawdę świetnie. Gdy otrząsnęłam się z wrażenia jakie na mnie zrobili przepuściłam ich po czym zamknęłam za nimi drzwi.

- Dobry wieczór - odezwał się starszy - Jestem Derek, a ty zapewne Crystal - kiwnęłam głową - A to mój syn Alex.

- Cześć - usłyszałam jego głos. Był równie niesamowity jak on sam.

- Hej - odpowiedziałam - Zapraszam do jadalni - ruszyłam lekko się chwiejąc.

- Czy wszystko w porządku? - zapytał Derek.

- Tak, tak - odpowiedziałam szybko. Zaprowadziłam ich do jadalni. Derek przywitał się z moją matką i przedstawił jej Alex'a. Widać było, że chłopak nie jest zbytnio ucieszony z tej kolacji. To jest nas dwóch - pomyślałam. I zaczęła się męczarnia. Czułam jakby ta kolacja trwała wieczność, a minęło dopiero kilka minut. Kręciło mi się w głowie i czułam, że zaraz tu padnę trupem.

- Jak w szkole Crystal? - padło pytanie, podniosłam wzrok na osobę pytającą, była nim moja matka. Teraz się mną interesuje? To chyba żart. Miała w dupie ostatnie trzy lata mojego życia i teraz odezwała się w niej matka. Gdybym miała siłę wybuchnęłabym  śmiechem. Ale grzecznie odpowiedziałam.

- Dobrze mamo.

- Crystal bardzo dobrze się uczy, jest jedną z najlepszych uczennic - tłumaczyła moja matka Derek'owi. Zaśmiałam się w myślach. Matka roku!

- Doprawdy? - zapytał Derek spoglądając na mnie. Gdy jego wzrok spotkał się z moim dostałam gęsiej skórki.

- Tak, a ty Alex co robisz? - spytała moja matka. Zauważyłam, że się wzdrygnął, na te pytanie. Podniósł głowę i spojrzał na Ariel, bo tak miała na imię moja matka.

- Pracuję - oznajmił.

- Twój ojciec musi być z ciebie dumny, tak jak ja z Crystal - powiedziała, a ja prychnęłam. Wszyscy momentalnie spojrzeli na mnie. Miałam okazję wygarnąć matce wszystko co mi leżało na sercu. Ostatkiem sił powstrzymałam się od wypowiedzenia nieprzyjemnych słów, które mogły zmienić wszystko.

- Czy coś się stało? - zapytała mnie Ariel, pokręciłam przecząco głową. Więc wrócili do dalszej rozmowy, zapominając, że ja i Alex nadal tu jesteśmy. Właśnie Alex, zerknęłam na niego. On bezczelnie się na mnie gapił. Poczułam się trochę nieswojo, a do tego te zawroty głowy, myślałam, że zaraz zwymiotuję, a to nie będzie przyjemne, szczególnie dla tego kto będzie sprzątał. Postanowiłam, że wstanę od stołu i pójdę do swojego pokoju. Powoli podniosłam się z krzesła, ale musiałam się przytrzymać stołu by nie upaść. Miałam nadzieję, że zrobiłam to w miarę dyskretnie. Ale znów się myliłam.

- Crystal? - padło pytanie - Czy wszystko w porządku? - znów pytanie. Przestań udawać matkę! - krzyczałam w myślach, a powiedziałam.

- Trochę mi niedobrze, chyba pójdę się położyć.

- Dobrze - powiedziała. Ruszyłam chwiejnym krokiem i prawie się wywróciłam, gdyby nie Alex, który złapał mnie w ostatniej chwili.

- Pomogę ci - rzucił chłopak. Zgodziłam się, bo w sumie sama nie dałabym rady wejść po tylu schodkach. Przed schodami zrobił coś czego się nie spodziewałam, wziął mnie na ramiona i jakbym nie ważyła nic wniósł na górę. Postawił mnie dopiero w moim pokoju.

- Dziękuję - powiedziałam.

- Wyglądasz na chorą - zauważył Alex - Jesteś blada i ledwo trzymasz się na nogach.

- To nic takiego - rzuciłam.

- Jesteś tego pewna? - dopytywał się.

- Tak - zapewniłam go. Miałam nadzieję, że to wystarczy. Nagle poczułam ogromny ból w ramieniu i złapałam się za rękę z jękiem. Chłopak zrobił dziwną minę i powiedział.

- Co to?

- Zraniłam się - wyjaśniłam, w sumie to była prawda, po części.

- Zdejmij sukienkę! - powiedział. Zrobiłam wielkie oczy. Czy on do końca zdurniał. Znam go niecałą godzinę, a on już chce mnie rozebrać.

- Nie! - odpowiedziałam stanowczo.

- Chcę tylko obejrzeć twoją ranę - byłam negatywnie nastawiona na jego pomysł, ale jeśli bym się przebrała nie musiałabym paradować przed nim w bieliźnie.

- Dobrze, tylko się przebiorę - powiedziałam i złapałam pierwszą lepsza koszulkę na ramiączka i krótkie spodenki. Następnie udałam się do łazienki by się przebrać. Zdjęłam ostrożnie sukienkę i włożyłam przyszykowane ubranie. Gdy już byłam gotowa wyszłam z łazienki. Alex stał nadal w tym samym miejscu i rozglądał się dookoła. Odchrząknęłam, a on spojrzał w moją stronę, ale nie miał zamiaru ruszać się z miejsca, więc podeszłam do niego i stanęłam przed nim. Chłopak obejrzał dobrze moje ramię, które było zabandażowane. Aż w końcu powiedział.

- Ładny tatuaż - że co? jaki tatuaż? o czym on mówi?

- Co?

- Tatuaż.

- Jaki tatuaż? - spytałam.

- Ten na twoim karku - wyjaśnił.

- Jest jeden problem, ja nie mam tatuażu - powiedziałam.

- Jeśli mi nie wierzysz zobacz w lustrze - zmarszczyłam brwi i podeszłam do lustra wiszącego na ścianie. Odwróciłam się tak by było widać kark i otworzyłam oczy ze zdziwienia i przerażenia. Skąd to się wzięło, jak ja nigdy nie zrobiłam sobie tatuażu, a teraz miałam na karku jakiś dziwny wzór. Mój oddech przyspieszył. Jakim cudem ja go mam? Odwróciłam się w stronę Alex'a, który patrzył na mnie jak na wariatkę. Nagle usłyszeliśmy krzyki z dołu.

- Alex!? Idziemy!

- No to cześć - powiedział uśmiechając się do mnie.

- Pa - odpowiedziałam i odprowadziłam go wzrokiem. Gdy wyszedł podeszłam do łóżka i położyłam się. Po krótkiej chwili zasnęłam z milionem pytań, na które nie znałam odpowiedzi.

      Rano obudziłam się i czułam się już dużo lepiej. Choć wciąż bolało mnie ramię, gorączka i zawroty głowy minęły. Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Gdy przechodziłam obok lustra przypomniałam sobie o dziwnym tatuażu na karku. Obejrzałam się dokładnie w lustrze i choćbym bardzo tego chciała on nadal tam był. Westchnęłam i weszłam do łazienki. Następnie założyłam krótkie spodenki i podkoszulkę by zakryć tatuaż oraz ranę. Musiałam to ukrywać, bo gdyby zobaczyła go moja matka na pewno zaczęłaby zadawać masę pytań, na które nie znam odpowiedzi. Ubrana wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do kuchni. Oczywiście mojej matki już nie było. I wszystko wróciło do normy. Nie miałam ochoty dziś wychodzić z domu i znów natknąć się na tego szaleńca, który do mnie strzelał. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wczoraj mogłam zginąć. Ta myśl sprawiła, że bałam się wyjść z własnego domu, a co dopiero chodzić po tym przerażającym parku.Wzdrygnęłam się na samą myśl. W kuchni zrobiłam sobie kanapkę i kakao, a następnie usiadłam przy stole i zabrałam się za jedzenie.

- Portal, portal, znajdź portal - usłyszałam. Wstałam nagle i sięgnęłam po nóż leżący niedaleko. To nie jest zbyt dobra ochrona, ale to jednak coś.

- Kto tu jest? - zapytałam wystraszona, ściskając nóż w dłoni.

- Znajdź portal - usłyszałam znów. Ja już chyba wariuję. Słyszę głosy, mam dziwne sny, a z dnia na dzień na moim karku pojawia się tatuaż i jakiś szaleniec gania za mną po parku z łukiem i próbuje zabić - Portal - znowu ten głos. Przypomniał mi się sen , w którymś jakiś chłopak kazał mi szukać portalu do jakiegoś innego świata. To wszystko wydaje się takie nierealne, ale ostatnie wydarzenia przekonują mnie, że chyba jednak nie zwariowałam. Odłożyłam nóż na swoje miejsce i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Gdy się w nim znalazłam podeszłam do lustra i dobrze przyjrzałam się swojej twarzy. Nie byłam już tak blada jak wczoraj. Wyglądałam już w miarę normalnie.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Shoutbox