wtorek, 30 grudnia 2014

NUMER III






         Dzisiejszy dzień był naprawdę gorący, więc postanowiłam, że zwiążę włosy w kucyk. Sięgnęłam po gumkę do włosów, która leżała na biurku i zrobiłam szybko zaplanowaną fryzurę. Gdy skończyłam zauważyłam coś dziwnego, czego nie widziałam u siebie wcześniej. Moje uszy były spiczaste! Otworzyłam oczy w zdziwieniu.

- Co? - powiedziałam na głos dotykając je delikatnie. Co się ze mną dzieje? Moja matka nie może tego zobaczyć. Ściągnęłam gumkę sprawiając, że włosy znów opadły na ramiona. Tak mogłam lepiej ukryć "te" uszy. Moje oczy również się zmieniły. Nie były już ciemnobrązowe lecz czarne. Nie! To musi być sen. To jest jedyne wytłumaczenie. Ale.... uszczypnęłam się w rękę.

- Auć - wysyczałam. Nie, to jednak nie sen. Zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym czy ten sen mógł mówić prawdę i naprawdę istnieje portal, który przeniesie mnie do innego świata. Tylko jak mam go odnaleźć? Przecież nawet nie wiem gdzie mam go szukać. Westchnęłam i opadłam na stojący przy biurku fotel. Zamknęłam na chwilę oczy i zobaczyłam starą bibliotekę w centrum miasta. Znałam ją. Bardzo często chodziłam tam wypożyczać książki. Otworzyłam szybko oczy. To może być wskazówka? Tak! Muszę to sprawdzić. Podniosłam się podekscytowana z fotela . Jeśli dziś przejdę przez portal to muszę wziąć ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Sięgnęłam po czarną torbę leżącą pod biurkiem i zaczęłam pakować do niej różne przedmioty, takie jak telefon, mp3, bieliznę, trochę ubrań i kilka batonów w razie gdybym zgłodniała. Przecież nie wiem, co tak naprawdę czeka na mnie po drugiej stronie. Napisałam mamie list, w którym wyjaśniłam , że miałam już dość mieszkania w tym domu dlatego uciekam i już nigdy tu nie wrócę. Nie wiem jak to przyjmie. Czy będzie płakać, czy się ucieszy, że w końcu się mnie pozbyła. Wyszłam z domu i przystanęłam na chwilę by pożegnać się z miejscem, w którym się wychowałam i w którym są wszystkie moje wspomnienia. Po policzku poleciała mi jedna słona łza, ale szybko ją wytarłam. Odwróciłam się na pięcie i skierowałam w stronę miasta. Co chwilę jednak oglądałam się za siebie sprawdzając, czy aby na pewno nikt mnie nie śledzi. Powoli wpadałam w paranoję. Tak naprawdę nie wiem dlaczego zaufałam głosowi i wyruszyłam na poszukiwania portalu, przez który planuję przejść. To jest już do końca niezrozumiałe. Ale chyba zaczynam rozumieć, że nie należę do tego świata i nigdy do niego nie należałam. Moje miejsce jest gdzie indziej, czuję to oraz to, że jestem już blisko. Czy w końcu będę szczęśliwa? Stanęłam przed ogromną biblioteką. Spojrzałam na kartkę "otwarte" i weszłam do środka. Było tu cicho i czysto. Każda książka miała tu swoje wyznaczone miejsce. Weszłam głębiej i zauważyłam, że przy dużym stole na środku toi pan Davis. Jest on już starszym mężczyzną około siedemdziesiątki. Jego rodzina opiekuje się tą biblioteką od pokoleń. I zebrali tu całkiem imponującą ilość książek. Podeszłam bliżej i powiedziałam.

- Dzień dobry panie Davis! - uśmiechnęłam się do niego szeroko. Był on dla mnie jak dziadek.

- Witaj Crystal. Co u ciebie słychać?  - zapytał.

- Wszystko w porządku. Przyszłam się tu trochę rozejrzeć - wyjaśniłam, a pan Davis kiwnął głową. Ominęłam stół i ruszyłam w kierunku wysokich rzędów z książkami. Praktycznie wszystkie książki były bardzo stare i grube. Szłam długim "tunelem" zapuszczając się w najdalsze zakątki biblioteki. Droga zajęła mi niemałą chwilkę, a gdy wreszcie wyszłam z "tunelu" napotkałam tylko ścianę. Znajdował się tu wyłącznie duży obraz przedstawiający trzy wilki stojące na skraju lasu. Obraz był bardzo piękny. Wpatrywałam się w niego z zachwytem. Ale coś mi tu nie pasowało. Dlaczego w tym miejscu znajduje się obraz? Podeszłam bliżej i dotknęłam jego zimnej jak lód złotej ramy. A może.... zdjęłam obraz ze ściany i postawiłam ostrożnie na ziemi. Teraz moim oczom ukazał się identyczny znak jak tatuaż na moim karku tylko teraz był on wyryty w ścianie. To musi być tu. Tu musi znajdować się portal. Tylko jak go aktywować? Zamyśliłam się chwilkę, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. W końcu poddałam się i postanowiłam, że wrócę tu jutro i znajdę sposób by go otworzyć. Ostatni raz spojrzałam na dziwny wzór wyryty w kamieniu i delikatnie dotknęłam jego konturów. Nagle ściana zaczęła się kruszyć i powstała nieduża dziura przez które wydobywało się bardzo jasne światło. Stałam właśnie przed otwartym portalem.

- O kurwa! - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.

           Wystarczy jeden krok i będę po drugiej stronie, w innym świecie. Stałam tak bezczynnie i gapiłam się. Gdy otrząsnęłam się z wrażenia jakie zrobił na mnie portal. Obejrzałam się za siebie i rozejrzałam dokładnie, czy nikogo tu nie ma. Wzięłam wdech i zrobiłam krok wchodząc w portal, który pochłonął mnie całą.

            Druga strona wyglądała była niesamowita. Wszytko było zielone. Nigdzie nie było widać wieżowców, dookoła rozciągały się łąki i lasy. Odwróciłam się i ujrzałam małą wioskę z drewnianymi domkami. Wszystko wyglądało tu jak z średniowiecza. Za wioską na niewysokiej górze znajdował się ogromny kamienny zamek z wieżyczkami. Wszystko wyglądało tu inaczej niż w moim świecie. Było tu dużo ciszej i spokojniej, nie jeździły samochody ani pociągi, a jedynym środkiem transportu były konie. Postanowiłam pójść do miasteczka. Ruszyłam więc dróżką w tamtą stronę. Zastanawiałam się po drodze jak mnie przyjmą jej mieszkańcy. Przecież jestem obca. Weszłam do miasteczka i skierowałam się do pobliskiego domku. Podeszłam do drewnianych drzwi. Zawahałam się przez chwilę, czy zapukać, ale ostatecznie uniosłam rękę i zapukałam trzy razy. Odsunęłam się trochę i czekałam, aż ktoś otworzy. Nagle usłyszałam jak otwierają się drzwi i przede mną stanęła niewysoka, piękna, czarnowłosa dziewczyna, która miała niesamowicie czarne oczy. Ubrana była w długą suknię. Dziwny świat - pomyślałam. Dziewczyna obrzuciła mnie podejrzliwym wzrokiem.

- Witam, nazywam się Crystal Dragonos i właśnie przeszłam przez portal - wyjaśniłam. Dziewczyna przez chwilę rozważała moje słowa, rozejrzała się po okolicy i zaprosiła do środka. Zamknęła za mną drzwi i powiedziała.

- Jestem Richelle Browansold - przedstawiła się - Moich rodziców nie ma niestety, ale możesz na nich tu poczekać - popatrzyła na mój strój i lekko się skrzywiła - Przyniosę ci jakieś normalne ubranie - powiedziała i już jej nie było.

- Ale to jest normalne ubranie - rzuciłam cicho za nią. Więc wychodzi na to, że żadne z ubrań, które wzięłam nie nadaję się do noszenia w tym świecie. Po prostu pięknie! Czekając na Richelle rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znajdował się tu stół, na stole stał wazon ze świeżo zerwanymi kwiatami., krzesła oraz kaflowy piec stojący pod jedną ze ścian. Domek był mały. W jednym pomieszczeniu znajdowała się kuchnia, jadalnia i salon. Pewnie tam, gdzie poszła Richelle musiały być sypialnie. Po krótkiej chwili wróciła trzymając w ręce długą fioletową suknię. Podeszła do mnie i podała mi ją. Założyłam ją szybko. Musiałam przyznać, że była bardzo wygodna. Okręciłam się dookoła swojej osi.

- Ładnie w niej wyglądasz - zauważyła dziewczyna.

- Dziękuję Richelle - powiedziałam uśmiechając się do niej.

- Możesz mówić do mnie Ri - rzuciła - Może napijesz się herbaty? - dodała.

- Bardzo chętnie - usiadłam przy stole i patrzyłam jak dziewczyna przygotowuje herbatę. Następnie postawiła ją przede mną i usiadła obok.

- Więc przeszłaś przez portal - zaczęła, a ja kiwnęłam głową - Jak jest w twoim świecie. Wiele o nim słyszałam w szkole, ale nigdy nie spotkałam osoby, która by tam była.

- No cóż, jest tam tłoczno i głośno. Wszędzie jeżdżą samochody, pociągi, tramwaje, a po niebie latają samoloty - zobaczyłam zdziwienie na twarzy Ri, pewnie nie wiedziała o czym ja w ogóle mówię - Ludzie ciągle się gdzieś śpieszą i nie mają dla nikogo czasu. Wszystko dzieje się tam w niesamowicie szybkim tempie.

- Eh chciałabym to zobaczyć - rozmarzyła się Ri.

- Nie jest tam tak fajnie jakby się mogło wydawać - dziewczyna popatrzyła na mnie pytającym wzrokiem - Nieważne - powiedziałam. W tej chwili pomyślałam o mojej matce. Tak naprawdę kupowała mi co tylko chciałam, ale nigdy nie zjadła ze mną ani jednego posiłku, nie przytuliła, nie spytała jak minął dzień. Tego najbardziej mi brakowało.

- Coś się stało? - zapytała Ri. Uniosłam brwi, bo nie wiedziałam o co chodzi - Posmutniałaś.

- Nic mi nie jest, naprawdę - znałam tę dziewczynę on kilkunastu minut, a ona już była mi bliższa niż niejedna osoba w moim świecie. To takie smutne. Tu, gdzie nie było nowinek technicznych, rodziny były szczęśliwe, rodzice byli obecni w życiu ich dzieci. Tego mi brakowało. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi i do pomieszczenia weszły dwie osoby. Kobieta i mężczyzna, zapewne rodzice Ri. Wyglądali bardzo młodo i byli szczęśliwi.

- Matko, ojcze - zaczęła Ri, zwracając uwagę rodziców na nas. Gdy mnie ujrzeli wyglądali na bardzo zdziwionych - To jest Crystal, niedawno przeszła przez portal - dodała. Teraz zdziwienie jej rodziców było jeszcze większe. Podeszli bliżej nas, ciągle patrząc na mnie.

- Dlaczego ją wpuściłaś do domu Richelle? - zapytał surowo ojciec dziewczyny.

- Ona jest taka jak my ojcze - wyjaśniła Ri.

- Skąd możesz to wiedzieć? - dopytywał się - A jeśli jest jedną z nich? - o co im chodzi?

- Na pewno nie - zapewniała Ri - Ale jeśli nie wierzysz.... Crystal możesz pokazać moim rodzicom uszy? - zdziwiło mnie to totalnie, ale jeśli chcą zobaczyć moje uszy to proszę bardzo. Podniosłam włosy do góry tak by odsłaniały je całkowicie. Zdziwienie na twarzy jej rodziców było przepiękne - Widzicie?

- Przepraszamy cię bardzo, ale po prostu myśleliśmy... nieważne - powiedział ojciec Ri - Może usiądziemy? - spytał niepewnie, kiwnęłam głową na znak zgody. Gdy wszyscy usiedliśmy przy niedużym stole pan Browansold dodał - Moja córka mówiła, że przeszłaś przez portal.

- Tak to prawda - zapewniłam wszystkich.

- Czy ktoś wie, że tu jesteś? - tym razem zapytała pani Browansold.

- Nikt oprócz was - powiedziałam. Boże w co ja się wpakowałam. A jeśli mi nie pomogą? Co się wtedy ze mną stanie?

- Dlaczego zdecydowałaś się przejść to naszego świata?

- W moim świecie nie miałam nikogo oprócz matki, która w ogóle się mną nie zajmowała. Ale najważniejszym powodem było to, że mam spiczaste uszy, słyszę głosy, miewam dziwne sny i ktoś chciał mnie zabić - powiedziałam na jednym wydechu. Rodzice Ri słuchali mnie bardzo uważnie.

- Wiesz może kto chciał pozbawić cię życia? - spytał pan Browansold.

- Nie mam pojęcia, kto to mógł być, ale gonił mnie po parku i strzelał do mnie z łuku - wyjaśniłam.

- Łuku? - zapytali wszyscy jednocześnie.

- No przecież mówię - trochę się zaczęłam denerwować - Jedna strzała drasnęłam mnie w ramię, gdy uciekałam, a później miałam zawroty głowy i gorączkę.

- To musiał być żołnierz Denoss'a, nasze strzały nie są zatrute - zamyślił się pan Browansold - Ale jakim cudem z tego wyszłaś? Trucizna, która dostała się do twojego organizmu spowodowałaby twoją śmierć w około trzydzieści minut. A jak widzimy jeszcze żyjesz, więc jak to jest możliwe?

- Nie wiem - rzuciłam. Te wszystkie informacje przyprawiły mnie o ból głowy.

- Możesz zostać u nas przez jakiś czas. Będziesz spać w pokoju z Richelle - wyjaśnił - A ty - zwrócił się do córki - Pokaż Crystal pokój.

- Tak ojcze - wstała od stołu, a ja poszłam w jej ślady - Chodź, wszystko ci pokażę - i ruszyłam za nią do sypialni.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Shoutbox